Przebieg ugody konsumenckiej - przykład

01.02.2026

Kiedy pętla długów zaczęła się zaciskać, wszyscy doradzali mi jedno: „Ogłoś upadłość, zresetuj to, zacznij od nowa”. Brzmiało kusząco. Czysta karta, koniec telefonów z windykacji. Ale był jeden haczyk, o którym rzadziej się mówi w reklamach kancelarii prawnych. Upadłość konsumencka w moim przypadku oznaczała utratę mieszkania. Syndyk sprzedałby mój dorobek życia, spłacił wierzycieli, a ja zostałbym z czystym kontem, ale na wynajętym pokoju. Nie chciałem do tego dopuścić. Wtedy dowiedziałem się, że istnieje "trzecia droga". Nie upadłość, nie chowanie głowy w piasek, ale ugoda konsumencka, a fachowo mówiąc: postępowanie o zawarcie układu konsumenckiego.

Oto jak przeszedłem tę drogę – od paniki do podpisu, który uratował mój dach nad głową.

 

Krok 1: Chłodna kalkulacja – dlaczego nie upadłość?

Musiałem usiąść z kalkulatorem i być ze sobą szczery. Moje długi wynosiły 150 tysięcy złotych. Moje mieszkanie było warte 400 tysięcy. W przypadku upadłości syndyk sprzedałby mieszkanie, spłacił długi (plus koszty postępowania), a resztę by mi oddał. Teoretycznie uczciwe, ale w praktyce zostałbym bez domu, z gotówką, która przy dzisiejszych cenach nieruchomości nie wystarczyłaby na kupno kawalerki.

Zrozumiałem, że mam stałą pracę i jestem w stanie spłacać raty, byle były one realne, a nie takie, jakie narzucały mi banki i chwilówki wraz z rosnącymi odsetkami. Potrzebowałem narzędzia, które zmusi wierzycieli do zaakceptowania moich warunków, ale pozwoli mi zachować majątek. Tym narzędziem był układ konsumencki.

 

Krok 2: Znalezienie sojusznika

W upadłości syndyk przejmuje władzę. W ugodzie konsumenckiej potrzebujesz licencjonowanego Doradcy Restrukturyzacyjnego, który pomoże Ci przygotować propozycję. To nie jest darmowe (w przeciwieństwie do tanich porad prawnych), ale to była inwestycja w ocalenie mieszkania. Znalazłem doradcę, który spojrzał na moje finanse i powiedział wprost: "Wierzyciele zgodzą się na układ tylko wtedy, gdy udowodnimy im, że na układzie zyskają więcej (lub szybciej) niż na Pana upadłości i egzekucji komorniczej". To stało się naszym asem w rękawie.

 

Krok 3: Układanie puzzli, czyli propozycje układowe

To był najbardziej kreatywny i stresujący etap. Musieliśmy napisać scenariusz spłaty na najbliższe 5 lat. Nie mogłem obiecać gruszek na wierzbie, bo pierwszy lepszy poślizg w spłacie zerwałby ugodę.

Zaproponowaliśmy wierzycielom następujący układ:

  1. Umorzenie odsetek i kosztów windykacji: Całkowite. Płacę tylko kapitał.

  2. Redukcja długu: Zaproponowaliśmy spłatę 70% kapitału.

  3. Rozłożenie na raty: Pozostałą kwotę rozbiliśmy na 60 równych rat (5 lat).

Dla banku to była trudna pigułka do przełknięcia. Ale alternatywą (którą mój doradca barwnie im opisał) była moja upadłość, długa licytacja mieszkania i ryzyko, że po odliczeniu kosztów syndyka dostaną mniej.

 

Krok 4: Zgromadzenie wierzycieli – moment prawdy

W ugodzie konsumenckiej to dłużnik (z pomocą doradcy) zwołuje zgromadzenie wierzycieli. To brzmi jak scena z filmu, gdzie wszyscy siedzą przy długim stole, ale w rzeczywistości odbywa się to coraz częściej korespondencyjnie lub elektronicznie.

Wysłaliśmy propozycje do każdego, komu byłem winien pieniądze. Banki, firmy pożyczkowe, operator komórkowy. Każdy dostał jasny komunikat: "To jest moja propozycja. Głosujecie ZA lub PRZECIW".

Czekanie na głosy to tortura. Odświeżałem skrzynkę mailową co 5 minut. Bałem się, że jeden duży wierzyciel zablokuje wszystko. Aby układ przeszedł, musiała się zgodzić większość wierzycieli, która posiadała łącznie co najmniej 50% sumy długów.

I wtedy stał się cud. Największy bank zagłosował "ZA". Okazało się, że dla korporacji pewny plan spłaty 70% długu jest lepszy w bilansie niż "zły dług" wiszący w nieskończoność. Mniejsi wierzyciele poszli za ciosem.

 

Krok 5: Przybicie pieczątki przez Sąd

Gdy mieliśmy już głosy, wniosek trafił do sądu. W przeciwieństwie do upadłości, tutaj rola sądu ogranicza się do sprawdzenia, czy wszystko było zgodne z prawem i czy dłużnik (czyli ja) ma realną zdolność do wykonywania układu.

Sąd wydał postanowienie o zatwierdzeniu układu. W tym momencie stało się to prawem. Komornik, który wisiał nad moją pensją, musiał się wycofać. Egzekucje umorzono. Stare harmonogramy spłat przestały istnieć. Obowiązywał tylko jeden: ten, który sam napisałem.

 

Życie z układem: Dyscyplina to wolność

Dziś, dwa lata po zawarciu ugody, wciąż mieszkam u siebie. Co miesiąc robię jeden zbiorczy przelew do doradcy (który pełni teraz rolę nadzorcy wykonania układu) lub bezpośrednio do wierzycieli, zgodnie z planem. Jest ciężko? Tak. Muszę żyć skromniej, bo rata jest świętością. Nie mogę wziąć nowego kredytu, nie mogę kupić auta na raty.

Ale budzę się we własnym łóżku. Nikt nie licytuje mojego telewizora. Wierzyciele dali mi spokój, bo dostają to, na co się umówiliśmy.

Ugoda konsumencka to nie jest magiczne zniknięcie długów. To ciężka praca i negocjacje. Ale jeśli masz majątek, który chcesz chronić, i dochody, które pozwalają na spłatę choć części zobowiązań – to jest to droga, którą warto rozważyć. Upadłość to ostateczność. Ugoda to druga szansa na Twoich warunkach.

O blogu

Blog ULGOMAT to miejsce, gdzie dzielimy się wiedzą na temat oddłużania, finansów osobistych i zarządzania budżetem domowym.

Wszystkie wpisy